Dokąd wybrać się na tygodniowy urlop?

Interesujących ofert jest oczywiście mnóstwo i często sami nie wiemy, na co się zdecydować. W innych zaś przypadkach wszystko wydaje nam się za drogie jak na tylko tygodniowy wyjazd. Na co warto się zdecydować, by wspaniale spędzić czas i jednocześnie nie zrujnować swojego budżetu?

 

Żbiki pod Niedźwiedziem

Zielonym szlakiem przez Gorce może powędrować każdy, nawet ośmioletnie dziecko. Nie jest nam potrzebny specjalny ekwipunek, trening czy długie przygotowania. Wystarczy umiejętnie rozłożyć siły podczas wędrówki, przerywając ją od czasu do czasu dla odpoczynku w malowniczym plenerze. Szlak biegnie przez łagodne góry, które najpiękniej wyglądają latem i jesienią. Polne drogi, leśne dukty, polany, punkty widokowe na Tatry, rezerwaty przyrody chroniące bory świerkowe i jodłowe oraz drzewostan buczyny – to w największym skrócie gorczańskie atrakcje.

Wędrówkę rozpoczynamy w Nowym Targu, dokąd dobrze jest pojechać po południu i zatrzymać się na nocleg. Do wyboru mamy schronisko PTSM w dzielnicy Niwa albo Dom Wycieczkowy przy Alei Tysiąclecia. W Nowym Targu dobrze jest kupić żywność na dwa – trzy dni. Jeśli bowiem chcemy zaoszczędzić, śniadania i kolacje powinniśmy przygotowywać sobie sami, a w schroniskach kupować tylko gorące napoje.

Zanim wyruszymy w Gorce, warto pojechać autobusem do pobliskiego Ludźmierza. Miejsce, gdzie stał dwór, w którym mieszkali bracia Tetmajerowie – Kazimierz Przerwa, autor opowiadań „Na skalnym Podhalu” i Włodzimierz, pierwowzór Gospodarza z „Wesela” Wyspiańskiego – ludźmierzanie upamiętnili z dala widocznym głazem. Ich dumą jest jednak przede wszystkim Dom Podhalański – siedziba oddziału Związku Podhalan. Mieszkańcy wsi znad Czarnego Dunajca przychodzą tam uczyć się ludowego tańca i śpiewu. W rozległym budynku znajduje się również biblioteka oraz przechowywane są cenne dokumenty z historii Ludźmierza. Następnego dnia rano, zabierając wygodne buty, wełniane skarpety, plecak, mapę Gorców i odwagę, której wędrowcom życzył niegdyś Stanisław Witkiewicz, wyruszamy zielonym szlakiem w kierunku Turbacza. Podczas kilkugodzinnego spaceru mijamy Kowaniec, Upłaz i Bukowinę Waksmundzką. Szlak zielony krzyżuje się tam z czerwonym. Oba zaprowadzą nas do schroniska PTTK na Turbaczu, obok którego znajduje się Muzeum Kultury i Turystyki Górskiej.
Turbacz to najwyższy szczyt zachodniej części Gorców, a zarazem centralny punkt przecięcia się szlaków turystycznych. Przy dobrej widoczności można zobaczyć stamtąd panoramę Tatr. Atrakcji turystycznych i krajobrazowych jest w okolicy sporo, najlepiej więc zatrzymać się w schronisku przynajmniej na dwie doby. Znajdziemy dzięki temu czas na spacery po Gorczańskim Parku Narodowym, gdzie żyją sarny, jelenie, gronostaje, drapieżne rysie, żbiki i wilki.

Na południowym stoku, półtora kilometra od schroniska, stoi drewniana kaplica, którą postawiono w czerwcu 1979 roku, dla uczczenia pobytu papieża Jana Pawła II.

Czwartego dnia udajemy się zielonym szlakiem w kierunku Niedźwiedzia, po drodze robiąc przerwę na zwiedzanie Orkanówki, miejsca związanego z osobą znanego piewcy Podhala. W tej zamkniętej trzema wierchami – Turbaczem, Śnieżnicą i Lubaniem – gorczańskiej krainie urodził się, wychował i stworzył literacki portret górali Władysław Orkan. Jego pełen uroku, zbudowany na północnym stoku Pustki dom ma ponad 100 lat i zachował autentyczne wnętrza z epoki „Dumaca z Poręby”.

Idąc dalej zielonym szlakiem, dotrzemy do Niedźwiedzia, gdzie zatrzymamy się na nocleg w schronisku PTSM mieszczącym się w miejscowej szkole. Następnego dnia obejrzymy w miasteczku domy podcieniowe z przełomu XVIII i XIX wieku i drewniany trzystuletni kościół. Potem obiad w restauracji „Miś”. Po południu, odpocząwszy, wyruszamy w dalszą drogę. Czeka nas siedmiokilometrowa trasa zielonym szlakiem do Mszany Dolnej. Tam spędzamy ostatnie dwa dni, wynajmując pokój w Motelu Turystycznym. Na miejscu jest restauracja, obok szałas gastronomiczny „Tramp”. Jeśli nie znudziły nam się spacery, robimy wypady w okoliczne góry: na Lubogoszcz (967 metrów) lub Lubań Wielki (1022 metry). Jeśli natomiast czujemy się zmęczeni, leniuchuje w malowniczym miasteczku, z dumą wspominając wyczyny z poprzednich dni.

 

Łagów

Czyste, niezatłoczone jeziora – Trześniowskie i Łagowskie, domy o słonecznych elewacjach, zabytkowe bramy: „Polska” i „Marchijska” – to sprawia, że Łagów – niewielkie miasteczku na Pojezierzu Lubuskiem – może być wymarzonym miejscem letniego wypoczynku. Warto poznać ukryte wśród lasów rynnowe jeziora i otaczające je bukowe lasy, popływać łódką lub kajakiem, wreszcie zajrzeć na zamek, który stoi przy przesmyku między jeziorami o stromych zboczach, dzięki czemu sprawia wrażenie niebotycznej twierdzy. Spojrzenie od strony jeziora pozwala zorientować się, że w przeszłości był on wodną strażnicą.

Jeśli ktoś lubi ciszę i spokój, lepiej nie wybierać tam odpoczynku w czasie trwania Lubuskiego Lata Filmowego – corocznej imprezy organizowanej w czerwcu. Wówczas bowiem Łagów może okazać się za ciasny dla wszystkich chętnych. Tysiące turystów okupują nie tylko zamek, ale również ośrodek „Promyk”, kwatery prywatne i pole namiotowe. Kiedy jednak twórcy nagrodzonych filmów zabiorą ze sobą „Złote Grona”, „Syrenę Warszawską” i „Don Kichota”, Łagów cichnie i pustoszeje. Staje się dostępny także na mniej zasobne portfele. Tygodniowy koszt podróży nie będzie wielki jeśli zrezygnujemy z obiadów w restauracjach na rzecz znacznie tańszej jadłodajni. Warto również samodzielnie przyrządzać sobie śniadania i kolacje.

Planując wypoczynek w Łagowie, musimy pomyśleć o noclegu i zastanowić się, czy chcemy kwaterę prywatną, czy też pokój w domku turystycznym. Zakosztowanie uroków mieszkania w hotelu „Zamek”, wchodzenie po drewnianych, trzeszczących schodach, a może nawet nocnych spotkań z „białą damą” jest również możliwe, choć koszt jest nieco wyższy niż kwatera prywatna, jednak wynajęcie pokoju może nie być łatwe i rezerwacji trzeba dokonać ze sporym wyprzedzeniem.

Na co dzień mamy do dyspozycji wypoczynek na wodą z możliwością wypożyczenia kajaka, roweru wodnego czy łódki. Wieczór możemy spędzić na przykład w kinie czy na dyskotece w amfiteatrze. Lepiej jednak zdecydować się na niedrogi i jednocześnie interesujący wypad w najbliższą okolicę. Rowerem albo koleją warto pojechać do pobliskiego Gościkowa, z poklasztornym zespołem zwanym Paradyżem, którego historia sięga XIII wieku. Architektonicznie ciekawy jest bazylikowy kościół, o wczesnogotyckim sklepieniu i barokowym oraz klasycystycznym wystroju, z wieloma cennymi obrazami. Jedno z malowideł przedstawia akt fundacji opactwa cystersów przez komesa Bronisza, poległego później w bitwie pod Legnicą. W sąsiadujących z Gościkowem wsiach: Kaławie, Kęszycach i Wysoka zobaczymy schrony i podziemne korytarze Międzyrzeckiego Regionu Umocnionego, zbudowanego przez Niemców przed II wojną światową.

Jeśli tylko starczy nam sił i czasu, to tras na pewno nie zabraknie, bowiem do wypraw i wędrówek nadaje się całe Pojezierze Lubuskie, które urodą dorównuje Mazurom.

 

Bigos w mateczniku

Białowieża to miejsce, gdzie można jeszcze oglądać stawy z wyspami pełnymi łabędzi, nacieszyć oczy barwami kwiatów i drzew w rezerwacie przyrody, słuchać grania świerszczy, kumkania żab, śpiewu ptaków i chłonąć zapomniane przez mieszczuchów zapachy ziemi. Można odprężyć się i dotlenić, zanurzyć w zieleni, zapominając na chwilę o powszednich troskach i domowych kłopotach.

Po przyjeździe można zatrzymać się w okazałym hotelu „Iwa”. Pokoje są tam obszerne, wszystkie z balkonami i oczywiście z łazienką. Kto pragnie niecodziennej ciszy leśnej, powinien udać się do bardziej kameralnego, bo dysponującego tylko 36 miejscami, „Domu Myśliwskiego”. Można tam samodzielnie przyrządzać sobie posiłki.

Za oknem hotelu „Iwa” rozciąga się pięćdziesięciohektarowy park pałacowy, urządzony w stylu angielskim. Po romantycznie oświetlonych latarniami alejkach można przechadzać się do późnego wieczora. Spacerując, nie sposób ominąć Muzeum Przyrodniczo – Leśnego. Tam można zobaczyć staropolskiego jaźwiec, obejrzeć jedną z największych w Polsce kolekcji wypchanych ptaków, przyjrzeć się naprawdę z bliska żubrowi, tyle że wypchanemu.

Jeśli chodzi o zwiedzanie puszczy, to można to uczynić samodzielnie, wykupując bilet, albo – jeśli wybieramy się do ścisłego rezerwatu – pod opieką przewodnika, za odpowiednią opłatą. Latem do puszczy można wybrać się bryczką, zimą – saniami. Do wyboru jest pięć tras liczących od 15 do 20 kilometrów. Za dodatkową opłatą możemy wziąć udział w ognisku i spróbować doskonałego myśliwskiego bigosu oraz pieczonej kiełbasy.

Na zakończenie pobytu warto kupić wiązkę aromatycznej trawy – żubrówki.

 

Śniadanie na tureckim dywanie

Stambuł od wieków fascynował podróżników z całego świata bogactwem, niezwykłą historią, różnorodnością kultury, setkami zabytków z epoki rzymskiej, bizantyjskiej i osmańskiej. Położony po obu stronach cieśniny Bosfor i na północno – wschodnim brzegu Morza Marmara, jest jedyną w świecie metropolią na dwóch kontynentach. Zabytkowe pałace i meczety w starym Stambule kryją w sobie urok „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Najbardziej podobają się turystom wąskie uliczki o orientalnej zabudowie w stylu anatolijskim. Równie wielkie wrażenie na przybyszach robi usytuowany w sercu starego Stambułu Kryty Targ, sprawiający wrażenie gigantycznego salonu sztuki użytkowej, w którym eksponaty zgromadzone zostały w tysiącach saloników, przy stu uliczkach, na kilku poziomach. Jest jeszcze inny Stambuł – widziany od strony morza, sławiony przez poetów, malowany przez zastępy malarzy. Dlatego będąc w mieście nad Bosforem, trzeba koniecznie wybrać się na wycieczkę statkiem.

Ponieważ przelot do Turcji jest dość drogi, a jazda własnym autem męcząca i w samym Stambule niezbyt bezpieczna, gdyż panuje tam duży tłok, a kierowcy jeżdżą ostro, pozostaje nam jako środek lokomocji autokar. Kursują z reguły nienajnowsze mercedesy. Ponieważ podróż w jedną stronę trwa około 40 godzin i będziemy musieli spędzić noc w autokarze, warto upewnić się, czy ma on rozsuwane siedzenia. Zabieramy ze sobą jedzenie i picie na drogę, a także trochę konserw i przetworów domowych jeśli zależy nam na oszczędnościach.

W Stambule najlepiej jest wynająć pokój w którymś z bardzo licznych hoteli położonych w starej części miasta lub na Beyoglu. Zaoszczędzimy w ten sposób sporo czasu i pieniędzy. Stamtąd najszybciej wszędzie dojdziemy, a ponadto tylko spacerując można poznać najciekawsze dzielnice. Ze znalezieniem pokoju nie powinno być kłopotów. Warto wiedzieć, że pokój w pensjonacie kosztuje prawie tyle samo co w hotelu o niższym standardzie. Schronisk młodzieżowych lepiej nie wybierać ze względu na wieloosobowe pokoje.

Jeśli chodzi o jedzenie, to ceny w restauracjach i kawiarniach są dość drogie, ale na przykład w knajpkach pod mostem Galata można zjeść zupełnie niedrogo. Można spróbować naleśników z farszem lub gorących ciastek serwowanych przez ulicznych sprzedawców.

Koniecznie trzeba zobaczyć w Stambule bazylikę Aya Sofya, której grecka nazwa – Hagia Sophia znaczy Mądrość Boża. Wspaniałe mozaiki z czasów bizantyjskich, niezwykła akustyka bazyliki przekształconej po zdobyciu Konstantynopola przez Turków w meczet, wyróżniają spośród innych ten czwarty co do wielkości kościół katedralny w świecie. Warto również wstąpić do pałacu sułtańskiego Topkapi, w którym zobaczymy baśniowe klejnoty, święte relikwie islamu, sułtańskie komnaty i oczywiście harem.

Jeśli zmęczy nas wielkomiejski gwar, wystarczy wsiąść na prom pasażerski na przystani Sirkeci lub Kabatasu i po godzinie jazdy – mijając po drodze most nad Bosforem i azjatyckie przedmieścia Stambułu – dotrzeć do jednej z Wysp Książęcych na Morzu Marmara. W przystani na wyspie Buyukado czekają już na nas kolorowe dorożki. Wyspa nie jest duża. Można ją obejść pieszo w ciągu trzech godzin. Wapienne skały pokrywa bujna roślinność. Nad miasteczkiem góruje klasztor św. Jerzego. Podobno w epoce bizantyjskiej na Wyspy Książęce zsyłano zubożałych przedstawicieli książęcego rodu. Teraz stanowią one ulubione miejsce świątecznych wypadów mieszkańców Stambułu.

Po tych atrakcjach, mocno zubożali, poszukajmy zabytków, które można zwiedzać za darmo. Ciekawie prezentuje się w środku Yeni Valide Cami – Nowy Meczet Sułtanki Matki – znajdujący się naprzeciw mostu Galata. Obok mieści się słynny Targ Korzenny, zwany przez Turków Targiem Egipskim. Podobnie jak Kryty Targ, należy on do osobliwości miasta nad Bosforem. Na teren targu wchodzi się bezpłatnie. Za to wewnątrz można stracić majątek. Warto również przekonać się, czy najładniejszy widok na okolicę rozciąga się rzeczywiście z placu Eminonu nad Złotym Rogiem (Turcyi twierdzą, że tak).

 

Obok domku premiera

Krystaliczna woda, przez którą widać ławice ryb, łagodne pokryte lasami wzgórza, idealnie czyste powietrze, a przy tym odpoczynek w komforcie, ale z dala od zgiełku – to wielkie atuty Łańska. Przez kilkadziesiąt lat zamknięty i pilnie strzeżony ośrodek dla wąskiej elity partyjnej, bulwersował opowieściami o przepychu, bankietach i polowaniach. Dzisiaj może w nim zamieszkać praktycznie każdy, pod jednym wszakże warunkiem – że dysponuje sporą gotówką. Łańsk bowiem, oferując wysoki standard, stawia także wysokie wymagania naszej kieszeni.
By tam dotrzeć, z szosy prowadzącej z Olsztynka do Olsztyna skręcamy w prawo za wsią Stawigudą w pierwszą leśną drogę. Początkowo brukowana, za zakrętem zmienia się ona w asfaltową, aby po siedmiu kilometrach doprowadzić nas nad Jezioro Łańskie. Ośrodek jest ogrodzony, a za bramą możemy poznać wszystkie sekrety Łańska. Trzy murowane wille nad jeziorem to – według tamtejszego określenia – domki premiera, w których dawniej mieszkał szef rządu i ewentualnie zaproszeni przez niego goście.

Możemy zdecydować się na pobyt wraz z pełnym wyżywieniem w apartamencie albo w jednej z „finek”, czyli drewnianym domku w stylu skandynawskim. Są one tak usytuowane wokół jeziora, żeby sąsiedzi nie byli dla siebie widoczni. Każdy domek składa się z salonu z panoramicznym oknem i kominkiem, gabineciku, dwóch sypialni, dwóch łazienek oraz w pełni wyposażonej kuchni. Do naszej dyspozycji są w domu rowery i leżaki, a nad jeziorem – maleńkie molo. Lasy wokół słyną z jagód, poziomek i grzybów, a szczupaki najlepiej biorą wokół wyspy.
Mniejszej grupie czy rodzinie kierownik obiektu może zaproponować nieco mniejsze, ale urządzone stylowymi meblami apartamenty w centralnej części ośrodka. Znajdują się tam, na skarpie, dwa malownicze, obszerne domy z pruskiego muru. W większym mieści się jadalnia i część hotelowa, a w mniejszym – dwa apartamenty. Posiłki są smaczne, obfite, ale nie wyrafinowane. Za dodatkową opłatą możemy zamówić – do posiłku lub na wynos – alkohole, zimne napoje lub kawę czy słodycze.

Również okolice prezentują się ciekawie i są warte zwiedzania oraz oglądania. Piękne mazurskie krajobrazy, zamki w Olsztynku, Nidzicy i w Olsztynie, a także liczne zabytkowe świątynie.

Pod gościnną lipą na dziedzińcu olsztyńskiej warowni, w lipcu każdego roku odbywa się nastrojowa impreza – Olsztyńskie Spotkania Zamkowe „Śpiewamy Poezję”. Możemy również wybrać się do leśniczówki Pranie, mieszczącej muzeum autora „Zaczarowanej dorożki” – Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, albo nieco dalej – do Świętej Lipki, której architektoniczna świetność harmonizuje z majestatem otaczającej przyrody. Nad strumieniem łączącym jezioro Wirowe z Dejnowskim wyrasta barokowy kościół z dwiema strzelistymi wieżami. Jak głosi tablica – Święta Lipka jest miejscem kultu Matki Boskiej od przeszło siedmiu stuleci. Jej sława wybiega daleko poza granice Warmii i Mazur.

 

Pociągiem Maharadżów

W tym samym czasie, kiedy pasażerowie „Orient-Expressu” odbywali niezwykłe podróże po Europie, XIX-wieczne Indie zafundowały sobie salonkę, zwaną „Pałacem na kołach”. Takim pociągiem, wyposażonym lepiej niż niejeden luksusowy i stylowy hotel, można odbyć niezwykłą podróż przez Indie epoki maharadżów również i dziś.
Obite brokatem i atłasem, duże czteroosobowe przedziały, że śnieżnobiałymi łazienkami przy każdym z nich, oświetlone są przez lampy inkrustowane drewnem tekowym z Birmy. W każdym wagonie do dyspozycji podróżnych jest biblioteka, restauracja, barek i salonik towarzyski. Podróż uprzyjemnia kuchnia – do wyboru europejska lub hinduska, serwująca dania przyrządzane według receptur kuchmistrzów dawnych władców kraju.
Na każdej stacji, na której zatrzymuje się „Pałac na kołach”, wita gości orkiestra i korowód tancerek przebranych w ludowe stroje. Są też – w zależności od miejsca – wielbłądy, słonie albo luksusowe autokary, którymi podróżni jadą oglądać królewskie pałace i forty z czerwonego piaskowca.

Trasa podróży prowadzi z Delhi przez Jaipur, Udaipur, Jaisalmer, Jodhpur, Bharatpur, Fatehpur Siksi do Agry i następnie z powrotem do Delhi. Kolejne etapy tygodniowej wycieczki pociąg przemierza nocą. Dzień przeznaczony jest na oglądanie turystycznych atrakcji.

Żeby wyobrazić sobie potęgę stworzonego przez Mongołów w XVI i XVII wieku imperium w Hindustanie, trzeba koniecznie zobaczyć mauzoleum Tadż Mahal w Agrze. Budowla, wzniesiona na polecenie maharadży Dżehana, uchodzi za arcydzieło światowej architektury. Współcześni budowniczowie zachwycają się jej rozmachem, harmonią i prostotą. Artyści podziwiają delikatność kamiennych koronek, mistrzostwo inkrustacji rzadkimi kamieniami, tak charakterystycznej dla całej sztuki muzułmańskiej. Przypuszcza się, że Dżehan zatrudniał do obróbki kamieni florenckich mistrzów, których prace, zdaniem fachowców, przewyższają dzieła w Kaplicy Książąt we Florencji. Przepych, jaki otaczał władcę, nie miał sobie równego w ówczesnym świecie. Jego monarszy tron, wysadzany niezliczoną ilością rubinów, szmaragdów i diamentów, może przyprawić o zawrót głowy.

Inną pamiątką po Mongołach jest leżący na trasie wycieczki fort w Fatehpur Sikri. Podobne wzniesione z czerwonego piaskowca budowle, pełniące rolę królewskich rezydencji, można odwiedzić w Agrze i Delhi. Pałac w Fatehpur Sikri maharadża Akbar polecił zbudować dla swych licznych indyjskich, tureckich, a nawet portugalskich nałożnic. Na wielkim czworobocznym dziedzińcu opuszczonego pałacu, ułożona z jasnych i ciemnych płyt kamiennych, do dziś zachowała się szachownica Atbara do gry paczisi na wolnym powietrzu. W paczisi grano, używając żywych figur. Haremowe piękności przeskakiwały z kwadratu na kwadrat, wzbudzając śmiech, pożądanie i zazdrość. Złote rybki w sadzawkach, puszyste perskie dywany, inkrustowane szlachetnymi kamieniami wazony, a wieczorami czerwone i niebieskie lampki oliwne, w świetle których odbywały się popisy tancerek i zawodowych bajarzy – to inne akcenty pałacowego snu na jawie.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.